Aktualności

15.06.2020

Uroczysta Eucharystia i promocja książki: „Skarby Dursztyna”


W niedzielne przedpołudnie 14 czerwca 2020 r. w pięknym otoczeniu Skałki – miejsca życia i działalności Mieczysławy Faryniak – odbyła się uroczysta Msza św. koncelebrowana w 30. rocznicę śmierci Pani Mieczysławy.

Przewodniczył jej obchodzący w tym dniu jubileusz 50-lecia swojego kapłaństwa o. Wacław Michalczyk OFM, a wraz z nim odprawiali: Wikariusz Prowincji o. Rufin Maryjka OFM, miejscowy proboszcz o. Józef Kiełbasa OFM, dursztyński rodak o. Kamil Łętowski OFM, o. Zenon Styś OFM z Warszawy i kaznodzieja o. Włodzimierz Tochmański OCD.

Liturgię Mszy św. ubogaciła śpiewem parafialna schola młodzieżowa prowadzona przez o. Damiana Bieńkowskiego OFM.

Szłam na tę uroczystość na miękkich nogach. Wiedziałam, że kiedy wszystko się zakończy – kazanie, Eucharystia, życzenia dla Ojca Jubilata – będę musiała stanąć przed wszystkimi i pokazać światu moje najmłodsze „dziecko” – pachnące jeszcze farbą drukarską nowiuteńkie „Skarby Dursztyna”, wierząc, że spotka się ono z pozytywnym przyjęciem i dobrym odbiorem u ludzi. Wywołana do odpowiedzi, przechodząc obok wielkiego portretu Pani Mieci, szepnęłam: jeśli Ty mi pomożesz, wszystko się uda!

To były męczące, ale i bardzo emocjonujące dni. Dni, które zostaną ze mną na zawsze. Po miesiącach poszukiwań i starań – „Skarby Dursztyna” ujrzały wreszcie światło dnia.

Kiedy w poniedziałek 1 czerwca dostałam telefon od zaangażowanego w pisaną przeze mnie książkę o. Zenona Stysia OFM – zmartwiałam! Materiały do druku miały być gotowe właściwie na już, a my z łamaczem z Wydawnictwa M utknęliśmy gdzieś na 1/3 całości! Cóż było robić? Trzeba było odstawić wszystkie inne sprawy i zabrać się ostro do pracy! Moja rola na tym etapie była na szczęście mniej absorbująca, to łamacz łamał sobie wzrok, doszukując się w moim tekście braku przecinków, podwójnych kropek, niedomkniętych cudzysłowów itp. Ja jedynie nanosiłam (albo i nie) sugerowane przez niego poprawki. I tak zeszły nam w sumie 2 dni i 2 noce. Dobrze, że choć okładka była już wcześniej opracowana, ale i na niej – na już – trzeba było nanieść pewne zmiany! W środę 3 czerwca cała treść poszła do drukarni. A dzień później dołączyła do niej okładka. Teraz pozostało już tylko gorączkowe oczekiwanie, czy wyrobimy się z drukiem na czas. I moje czarnowidztwo, że nastanie 14 czerwca – dzień promocji – a ja będę prezentowała zebranym pokaz slajdów, a nie pachnącą jeszcze farbą drukarską książkę.

O czym to jest

Sama książka powstawała etapami. A jej ideą było pokazanie najważniejszych centrów Dursztyna. W 2016 r. zaczęłam tworzyć zalążki kościoła, parafii i klasztoru. Tak było mi najprościej, bo bogatym materiałem archiwalnym i zdjęciowym służyli ojcowie franciszkanie. Postanowiłam wtedy, że to na ich przykładzie ukażę ostatnią, 100-letnią historię wioski. Zwłaszcza, że echa tego, co działo się wówczas we wsi (doprowadzenie prądu, wylanie drogi asfaltowej, pożar i odbudowa klasztoru, czy fenomenalna „wymiana substancji” w kościele), pobrzmiewały w klasztornych kronikach.

Zupełnie inaczej pisało mi się o Skałce. Tu już na wstępie pojawiły się zadziwienie, oczarowanie, aż wreszcie pokora. Najpierw poznałam Mieczysławę Faryniak jako młodą, egzaltowaną, do szaleństwa zakochaną dziewczynę, a później jako dorosłą, szukającą swojego miejsca w życiu kobietę. Ewoluowała na kartach swoich pamiętników, a gdzieś tam głęboko w sobie ewoluowałam także ja. Chciałam wiedzieć więcej i więcej. Poznać każdy wiersz, każdy list, każdy szczegół… Rozczulały mnie jej usilne prośby, żeby ktoś zadał sobie trud przepisania na maszynie jej ręcznych zapisków. Zadziwiała odwaga i upór w dążeniu do celu. I urzekła troska o każdego, absolutnie każdego człowieka. – Dobrze widzi się tylko sercem... – teraz to wiem, nikt nie miał takich „oczu” serca jak ona. Opowieść o skromnej i charyzmatycznej pustelnicy ze Skałki zakończyłam pogłębionym rysem jej duchowości franciszkańskiej (była tercjarką) i przedstawieniem spadkobierczyń Pani Mieci – rezydujących na Skałce sióstr ze Zgromadzenia Niepokalanego Poczęcia NMP.

Dużo frajdy i takiej narodowe dumy dało mi z kolei pisanie o Wichrówce. Począwszy od dziejów jej budowniczego, rozstrzelanego przez gestapo krakowskiego notariusza Bogusława Pajora, po chwalebną postawę młodszego z jego synów Zbigniewa Pajora i przyszłej synowej Antoniny Małasińskiej. To oni, żyjąc w latach II wojny światowej w samotnej willi na Honaju, oddali ją na służbę Polsce Podziemnej – a gdy było trzeba, zastępowali nawet kurierów, nosząc meldunki w wydzielonej sztafecie na trasie Warszawa-Budapeszt. Ogniwem pośrednim pomiędzy Pajorami, a ks. Blachnickim był ekscentryczny, samozwańczy ksiądz i lekarz  – Józef Dunin-Śmiałkowski, który za swojej kadencji przechrzcił Wichrówkę na Duninówkę, a krótko potem zginął zamordowany w niej przez własnego leśniczego. Dziś Wichrówka pełni funkcję pustelni Czcigodnego Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. I podobno – jak mówią to siostry blachniczanki – już w niej nie straszy!

Napisaną przeze mnie książkę zamyka opowieść o najnowszym nabytku Dursztyna – przybyłym z Poznania Wiesławie Nalewajskim, który to właśnie tę wieś obrał za realizację marzenia swojego życia – wybudowania rodzinnego domu dziecka. Dom ten od 2007 r. prowadzą siostry ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza. Przez jego podwoje przeszło już ok. 60 dzieci.

Krystyna Waniczek

za: http://dursztyn-spisz.pl/?p=40280

https://skarbygor.pl/wydarzenia/30-rocznica-smierci-mieczyslawy-faryniak-pani-ze-skalki-polaczona-z-promocja-ksiazki-pt-skarby-dursztyna-galeria-zdjec/?fbclid=IwAR1rD4xvGz_f6G9NzW3r5rq91ydOp0q0bUzFXy24AI25_H_CoSGSQzJZsmI&_gallery=gg-161-5481

© CRT 2012