Aktualności

22.02.2017

O. Kasper Kaproń OFM definitorem w Boliwii


We wtorek 14 lutego 2017 r. rozpoczęła się Kapituła misyjnej Prowincji św. Antoniego Zakonu Braci Mniejszych w Boliwii, w której uczestniczyli wszyscy należący do niej Bracia.


15 lutego o. Kasper Kaproń OFM, nasz misjonarz pełniący posługę duszpasterską w Boliwii, został wybrany definitorem tej Prowincji.

Gratulujemy o. Kasprowi i życzymy mu obfitego błogosławieństwa i łask Bożych potrzebnych w jego posłudze duszpasterskiej i pełnionych obowiązkach.

Nowy Zarząd Prowincji św. Antoniego w Boliwii tworzą:

Fr. Rene Bustamante OFM – Minister Prowincjalny
Fr. Jesus Galeote OFM – Wikariusz Prowincji

Definitorzy:
Fr. Marcelo Garron OFM
Fr. Guido Abasto OFM
Fr. Oscar Mamani OFM
Fr. Kasper Kaproń OFM
Fr. Anselmo Castro OFM

Od stycznia br. kl. Efraim Rogula OFM kontynuuje rozpoczęte w WSD w Krakowie – Bronowicach studia teologiczne na Uniwersytecie Katolickim „San Pablo” w Cochabamba, mieszkając w domu formacyjnym Convento San Francisco Prowincji św. Antoniego.

O. dr Kasper Kaproń OFM obecnie jest sekretarzem generalnym Uniwersytetu, kierownikiem studiów doktoranckich i wykładowcą na Facultad de Teología Universidad Católica „San Pablo” w Cochabamba oraz wychowawcą profesów czasowych. Studia seminaryjne odbył w Wyższym Seminarium Duchownym św. Bonawentury w Krakowie. Po święceniach kapłańskich w 1997 r. przez kilka lat pracował jako duszpasterz we Włoszech. W latach 2001 - 2007 odbył studia specjalistyczne w zakresie liturgiki na Papieskim Instytucie Liturgicznym św. Anzelma w Rzymie. Studia te zostały uwieńczone rozprawą doktorską Antiphonarium Archivi S. Rufini. Assisi (ms. 5) - Componenti testuali. Praca ta została opublikowana w 2009 r. wydawnictwie Libreria Editrice Vaticana w serii wydawniczej Monumenta Studia Instrumenta Liturgica 52. O. Kasper jest absolwentem Studium Spraw Kanonizacyjnych Watykańskiej Kongregacji ds. Świętych. Po powrocie do kraju wykładał liturgikę w WSD w Krakowie. Aktualnie przebywa na misjach w Boliwii. W latach 2011-2012 pracował w parafii katedralnej Wikariatu Apostolskiego Ñuflo de Chávez w Concepción. Od listopada 2012 r. pełnił obowiązki proboszcza w dwóch parafiach: Urubichá i Salvatierra w boliwijskim tropiku, pracując wśród Indian Guarayos. Od lipca 2015 r. jest pracownikiem Facultad de Teología Universidad Católica „San Pablo” w Cochabamba. Często zamieszcza publikacje także w polskich czasopismach i na portalach internetowych, które dotyczą życia Kościoła w Polsce i na świecie, ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki posługi duszpasterskiej w Ameryce Południowej. Poniżej zamieszamy ostatnie z nich.

Helena Kmieć i Anita Szuwald. Bóg dotknął je świętością: jedną powołał do siebie, drugą powołał na świadka

O szybkiej kanonizacji Heleny Kmieć i o uczestnictwie Anity Szuwald w nadchodzącym Synodzie Biskupów z Cochabamby pisze o. Kasper Kaproń OFM.

COCHABAMBA

Cochabamba to jedno z najważniejszych miast Boliwii, które ze względu na swój wyjątkowy klimat nazywane jest miastem wiecznej wiosny. Temperatura praktycznie przez cały rok utrzymuje się w okolicach 25º C, a odpowiedni klimat sprawia, że miasto pełne jest zieleni i kwiatów.

Nad miastem góruje majestatyczny Chrystus Zgody (Cristo de la Concordia), który wszystkich mieszkańców i przyjezdnych pozdrawia przyjaznym gestem. Do niedawna był to najwyższy na świecie posąg Chrystusa i przewyższał Cristo Redentor z brazylijskiego Rio de Janeiro aż o 4,2 m. Polski Jezus Chrystus Król Wszechświata ze Świebodzina odebrał mu jednak tę koronę pierwszeństwa, przewyższając figurę z Cochabamby o niecałe 1,8 m.

Jest to miasto niezwykle boliwijskie: pełne życzliwych ludzi, rozgrzane słońcem, radosne w czasie licznych tutaj świąt. Jest to także jedno z głównych miast akademickich Boliwii, dlatego też tętni życiem młodzieży.

Ponadto Cochabamba stanowi centrum życia religijnego kraju: ze względu na swoje geograficzne położenie w centrum Boliwii oraz na skrzyżowaniu głównych węzłów komunikacyjnych to tutaj znajdują się siedziby i domy główne praktycznie wszystkich zakonów.

O Cochabambie stało się ostatnio głośno w Polsce z powodu tragicznego wydarzenia, jakim było morderstwo polskiej wolontariuszki Heleny Kmieć. Właśnie dzisiaj, gdy piszę te słowa (9 lutego), Helena skończyłaby 26 lat. Była w Cochabamba zaledwie dwa tygodnie i osobiście nie miałem okazji jej spotkać. O tragedii dowiedziałem się wczesnym rankiem, kilka godzin po tragicznym wydarzeniu. Szok i niedowierzanie.

Wbrew funkcjonującym w Europie – w tym także w Polsce– stereotypom, Boliwia jest raczej bezpiecznym krajem, o stopniu przestępczości zdecydowanie niższym niż w innych krajach regionu. I chociaż w ciągu ostatnich 10 lat sytuacja ta uległa zmianie – zwrócił na to uwagę bp Krzysztof Białasik z Oruro w wywiadzie dla Radia Watykańskiego – jednakże ciągle jest to kraj, gdzie nawet typowy gringo–turysta spokojnie i bez obaw może przechadzać się po ulicach.

MOJE SPOTKANIA Z ANITĄ SZUWALD

Dzień po tragedii udałem się do domu sióstr, gdzie w prowadzonej przez siostry szkole doszło do tragedii. To wtedy po raz pierwszy spotkałem się z Anitą Szuwald, która wraz z Heleną przybyła do Boliwii i na której to rękach przyjaciółka umarła z powodu zadanych ran. W spotkaniu z Anitą uderzyła mnie jej przeogromna siła, z jaką udawało się jej zachować zarówno trzeźwość spojrzenia, jak i wielki spokój ducha. Siła, która ma tylko jedną nazwę: WIARA.

Z Anitą spotkałem się jeszcze kilkakrotnie i moje późniejsze doświadczenie mogą tylko potwierdzić to pierwsze spostrzeżenie. Zresztą dała temu wyraz w liście opublikowanym na stronie Wolontariatu Misyjnego „Salvator” – są to słowa tak piękne, że warto je zacytować w całości:

Kochani, jestem bezpieczna, zdrowa i czuję moc Waszej modlitwy. Mam wielkie wsparcie Sióstr Służebniczek, księży, innych Polaków tu mieszkających oraz mieszkańców Cochabamby. Każdy tutaj jest przerażony tym, co się stało. Wielu ludzi łączy się z nami w bólu, przekazuje wyrazy współczucia Rodzinie, Najbliższym i wszystkim tym, których ta tragedia dotknęła. To jest piękne miejsce, w którym mieszkają piękni ludzie. Proszę Was, niech to, co się stało, nie zmieni patrzenia na nich. Dzieje się tu mnóstwo Bożych rzeczy, jednoczymy się i próbujemy wyprowadzić z tego zdarzenia jak najwięcej dobra. Dziękuję za wsparcie i chęć pomocy, za każdą modlitwę. Czuję – a właściwie czujemy wszyscy razem – coraz większy pokój serca i opiekę Boga. Chciałabym, aby w modlitwach pamiętać o Siostrach, bo również dla nich to ogromny cios i ból. Przyjęły nas jak rodzinę i też tak się czułyśmy. Są dzielne, pomocne, troskliwe, zapewniają mi najlepszą opiekę. Teraz każda z nich jest dla mnie Aniołem Stróżem i rodziną. Modlitwą i pamięcią jestem z Wami. Z Panem Bogiem!

Podobną w treści informację otrzymałem także i ja osobiście, już po powrocie Anity do Polski:

… już w domu, choć jeszcze sercem za oceanem. Dziękuje za każde dobro, słowo i uśmiech, za wsparcie. Dziękuje Bogu, że postawił na mojej drodze [tak dużo] pięknych ludzi. To umacnia, daje siłę i wiarę w dobro i w ludzi. Daje siłę do działania i zastanowienia nad własnym życiem, prowadzi do zmiany siebie na lepsze. Dziękuje i mam nadzieje ze będziemy w kontakcie. Do szybkiego zobaczenia!…

W słowach tych nie znajdziemy skargi, złorzeczenia na ludzi, którzy dokonali tej straszliwej zbrodni… Jest tylko siła wiary i wdzięczność.

SZYBKA KANONIZACJA HELENY KMIEĆ?

Jestem też pod wrażeniem wielkiego profesjonalizmu, z jakim osoby odpowiedzialne za salwatoriański wolontariat podeszły do podejmowanych inicjatyw w kwestii szybkiej kanonizacji śp. Heleny:

W obliczu pojawiających się w Internecie inicjatyw podkreślamy, iż na chwilę obecną nie popieramy i nie włączamy się w działalność internetową mającą na celu kult Helenki jako świętej męczennicy. O tym, czy i kiedy będzie można to robić nie decydujemy my, a odpowiednie władze Kościoła. Wielu z nas wierzy w obecność Helenki w Niebie, daje świadectwo o świętości Jej życia. To jednak nie jest równoznaczne z oddawaniem Jej czci jako świętej. Ze względu na szacunek wobec Rodziny i miłość do Helenki nie chcielibyśmy uprzedzać faktów.

Rzeczywiście w prasie, a szczególnie w Internecie pojawiło się wiele oddolnych inicjatyw promujących szybkie wyniesienie na ołtarze Heleny. Szymon Hołownia w artykule opublikowanym na łamach „Tygodnika Powszechnego”, w którym tak pięknie wyraził się o misjonarzach, określając ich mianem «najlepszych ambasadorów, jakich Polska może sobie wymarzyć», stwierdził:

Mam nadzieję, że jej proces beatyfikacyjny ruszy jak najszybciej, byśmy nie tylko prywatnie mogli prosić o wstawiennictwo tę dzielną dziewczynę.

Prawo kościelne jest jednoznaczne: proces kanonizacyjny nie może się rozpocząć wcześniej niż po upływie 5 lat od śmierci danej osoby, jak również nie powinien rozpocząć się później niż 30 lat po śmierci (por. Normae Servandae, art 9 a.b.). To kościelne prawo ma swoją logikę. Podstawą do rozpoczęcia procesu kanonizacyjnego, czyli weryfikacji heroiczności cnót lub męczeństwa danej osoby, jest stwierdzenie, że kandydat na ołtarze cieszy się opinią świętości, tzn. że ludzie widzą w nim przyszłego świętego, że zginął śmiercią męczeńską lub uznają, że w życiu w sposób ponadprzeciętny praktykował cnoty. Motywem nie może być chwilowa emocja (stąd wymóg przynajmniej pięciu lat oczekiwania, czyli czasu, który weryfikuje stałość opinii świętości).

Gdy natomiast po 30 latach nikt nie rozpoczął procesu, to należy zbadać motywy tej opieszałości, gdyż proces nie może być także sztucznie zainicjowany. Oczywiście od tej reguły są wyjątki, z których najbardziej znanymi są procesy Matki Teresy z Kalkuty i Jana Pawła II. W obu tych przypadkach chodziło jednak o postaci o znaczeniu globalnym, gdzie prawodawca słusznie zakładał, że w ciągu pierwszych pięciu lat opinia świętości nie ustanie, dlatego też wymóg weryfikacji ciągłości „fama sanctorum” mógł być pominięty.

Chociaż osobiście nie poznałem zamordowanej Heleny, to – z tego, co przeczytałem oraz na podstawie osobistego świadectwa Anity – wierzę, że nadejdzie dzień, kiedy zostanie wyniesiona na ołtarze. Biskup z Cochabamba w homilii wygłoszonej 26 stycznia w kościele w Pacata powiedział:

Helena to świadectwo życia intensywnie przeżywanego, spalającego się i ofiarowanego w służbie Kościołowi i misji… Jej życie, tak cudowne, z tym całym bogactwem, zmusza nas do tego, abyśmy pomyśleli, ile to człowiek w krótkim czasie może uczynić dobra.

Ci, którzy ją znają, potwierdzają, że była to dziewczyna niezwykła: „Miała chroniczny niedobór snu, bo zawsze wybierała bycie wśród ludzi. Zamiast odpoczywać, robiła miliony rzeczy” – wspomina Helenę Kmieć w tekście opublikowanym w „Gościu Niedzielnym” Magdalena Kaczor, przyjaciółka misjonarki.

ANITA SZUWALD NA SYNODZIE BISKUPÓW?

Zachęcając zatem przyjaciół zamordowanej do pielęgnowania pamięci o niej, tak aby w stosownym czasie można było rozpocząć wymagany prawem proces o życiu i heroiczności cnót śp. Heleny, chciałbym pójść za głosem jaki na łamach portalu Vatican Insider opublikował Giorgio Bernardelli.

Włoski watykanista ukazał postać Heleny Kmieć jako wspaniały przykład osoby, która wręcz idealnie wpisuje się w kontekst i tematykę zbliżającego się Synodu Biskupów poświęconemu młodzieży i rozeznaniu powołania. To właśnie młodzi, tacy jak Helena i Anita, odpowiadają na apel papieża Franciszka z czuwania na Campus Misericordiae, aby zejść z kanapy i ruszyć w świat. Nie z jakimś kompleksem kolonizatora, który w przekonaniu, że pochodzi z bogatszej części świata, idzie do tych uboższych, aby spłacać dług, lecz idzie po to, aby samemu uczyć się od ubogich.

Giorgio Bernardelli, cytując słowa Dokumentu Przygotowawczego Synodu, wskazuje na „bezinteresowną posługę”, która jest uprzywilejowaną „formą” duszpasterstwa młodzieży:

Spotkanie z osobami, które doświadczają ubóstwa i odrzucenia, może stanowić uprzywilejowaną okazję wzrostu duchowego i rozeznania powołania: także i w tym znaczeniu ubodzy są nauczycielami, co więcej przekazują Dobrą Nowinę, że słabość jest miejscem, w którym doświadcza się zbawienia.

Pracując na misjach w niewielkiej Urubichá, w zagubionej wiosce boliwijskiej dżungli, wiem jakim błogosławieństwem dla misji, a szczególnie dla miejscowej młodzieży, jest obecność ich rówieśników z innej i z odległej części świata.

Helena i Anita to przykład tych osób, które w świecie, w którym stawiane są mury, i gdzie wydaje się, że zwycięża propaganda głosząca, że winnymi całego nieszczęścia zawsze są ci inni, ma odwagę głosić, że inny świat jest możliwy: świat oparty na Ewangelii. Oby ta śmierć – jak zawsze w chrześcijaństwie – stała się zaczynem nowych powołań misyjnych: ludzi wolnych od lęku, budujących świat bez murów i nierówności.


Helena Kmieć i Anita Szuwald

Helena i Anita to dwie wyjątkowe dziewczyny. Bóg dotknął je świętością: jedną powołał do siebie, drugą powołał na świadka. Dwie formy męczeństwa: prawdziwego, bez skargi. Może więc warto byłoby zwrócić się z prośbą do naszego Episkopatu, aby Anita Szuwald, cichy świadek tragedii, która rozegrała się w Cochabamba, stała się polskim głosem, w charakterze świeckiego uczestnika, na najbliższym Synodzie Biskupów poświęconym ludziom młodym i rozeznaniu powołania.

o. Kasper Kaproń OFM, Cochabamba

za: http://pl.aleteia.org/2017/02/12/helena-kmiec-i-anita-szuwald-to-wyjatkowe-dziewczyny-bog-dotknal-je-swietoscia-jedna-powolal-do-siebie-druga-powolal-na-swiadka/

*     *     *

„Ta krew jest odkupieńczą, tak samo jak Eucharystia, którą celebrujemy” – piękna homilia z Mszy św. za śp. Helenę

„Jej krew, jej śmierć, jest manifestacją Królestwa Bożego. Jest to ziarno, aby Królestwo Boga stało się obecne także tutaj” – mówił abp Oscar Aparicio, ordynariusz Cochabamby.

Homilia abp. Oscara Aparicio, ordynariusza Cochabamby, wygłoszona w czasie mszy świętej celebrowanej po zabójstwie śp. Heleny Kmieć w kościele parafialnym w Pacata (Cochabamba) – 26 stycznia 2017 r.

(Arcybiskup na początku pozdrowił wszystkich uczestników liturgii i wyraził współczucie wszystkim pogrążonym w bólu. W szczególny sposób zapewnił o modlitwie Rodzinę śp. Heleny, jak i cały Kościół w Polsce, prosząc jednocześnie, aby słowa współczucia dotarły do wiernych w Polsce)

Pokój nam wszystkim i każdemu z nas. Także dla tych, którzy dokonali tego morderstwa. Niech Pan przebaczy nam grzechy. Oby Pan zmiłował się nad nami. I chociaż nie rozumiemy tej sytuacji, niech On nam pomoże, abyśmy mogli kontynuować misję przepowiadania Boga, który jest Bogiem życia; który działa w naszej historii i który jest obecny pośród nas.

Jestem przekonany, że nie są przypadkowymi Słowa, które przed chwilą usłyszeliśmy i nie jest przypadkowe to liturgiczne wspomnienie świętych Tymoteusza i Tytusa, które dziś obchodzimy. Paweł w swym liście wskazuje, jako na podstawowy obowiązek apostoła (pośród wszystkich zadań duszpasterskich), że posłani zostaliśmy, do głoszenia życia w Jezusie Chrystusie. Znaczy to uznać Boga, który jest Bogiem życia (zob. 2 Tm 1, 1). Bóg jest Bogiem życia. Jest to Bóg, który ogłasza zbawienie; jest to Bóg – oczywiście – także Miłosierny, który przebacza. Przede wszystkim jednak jest to Bóg, który jest Stwórcą życia, który głosi życie, który kieruje życiem, ku całej pełni tego życia. Jest Bogiem żywych, a nie umarłych.

Myślę, że prawda ta jest odpowiedzią na pragnienia każdego z nas z osobna i wszystkich nas tutaj zgromadzonych. I chociaż przepełnia nas gorycz i zagubienie, chociaż nie rozumiemy tego, co się wydarzyło, obyśmy chociaż zrozumieli dogłębnie tę prawdę: Bóg nas przeogromnie kocha. Bóg obdarza nas darem życia. Tym, co teraz celebrujemy podczas Eucharystii jest nasze zbawienie w Bogu i Życie. Tym, co celebrujemy teraz w Eucharystii jest dziękczynienie za życie i jest to celebrowaniem życia Heleny.

Kolejną prawdą, o której mówi nam dzisiejsza liturgia, poprzez przykład Tymoteusza i Tytusa, a na co zwraca nam uwagę św. Paweł w liście, jest to, że my wszyscy jesteśmy powołani do wypełnienia tej samej misji, która jest misją Jezusa, aby budować na tym świecie Boże Królestwo. Paweł kierował te słowa bezpośrednio do Tymoteusza, ale pośrednio do każdego z nas i skierował je także do Heleny. Wyraziliśmy to, śpiewając słowa psalmu: „Głoście chwałę Pana wśród wszystkich narodów”.

Zostaliśmy zgromadzeni, zostaliśmy powołani, aby ta nowina mogła rozbrzmieć po całym świecie. Gdyż wiemy, że na tym świecie istnieje grzech; gdyż wiemy, że na tym świecie dochodzi do wojen między braćmi; gdyż wiemy, że na tym świecie gwałcone są przykazania Boga; gdyż na tym świecie – jako konsekwencja zła i konsekwencja grzechu – istnieje także śmierć. I właśnie dlatego zostaliśmy posłani do tego świata, aby głosić Życie.

Dziwnym może nam się wydawać to pragnienie Heleny: „chciałabym umrzeć, służąc Bogu”. Tak jak niezrozumiałym jest, że zostało przerwane życie tak młode; życie, które przybyło z misją tutaj – zaledwie kilka dni była wśród nas obecna. Przybyła z marzeniami i ideałami, z pragnieniem przepowiadania zbawienia i budowania także na tej ziemi Królestwa Bożego. Niezrozumiałym jest, że to życie tak cudowne, z tym całym bogactwem, które zmusza nas do tego, abyśmy pomyśleli, ile to człowiek w krótkim czasie może uczynić dobra, zostało tak gwałtownie przerwane. Jest to świadectwo życia intensywnie przeżywanego, spalającego się i ofiarowanego w służbie Kościołowi i misji. Helena 9 lutego ukończyłaby 26 lat.

Dlaczego zatem? Dlaczego Bóg pozwala, aby to życie tak bogate, tak intensywne, z tym całym bogactwem talentów, z tym wszystkim co ta młoda dziewczyna posiadała, czym się dzieliła, z darami, które ofiarowywała służąc…? I dlaczego właśnie tutaj, w Cochabamba?… Wiele pytań i chyba nigdy nie otrzymamy odpowiedzi.

Ale jestem o tym przekonany, że dla Pana to życie tak intensywnie przeżywane liczy się bardzo. I dopuścił, aby Helena przeszła już do chwały Ojca. Jej krew, jej śmierć, jest manifestacją Królestwa Bożego. Jest to ziarno, aby Królestwo Boga stało się obecne także tutaj. Chociaż boli nas to, chociaż nie rozumiemy tego, chociaż to wszystko jest częścią tych tajemnic, których nigdy nie rozszyfrujemy i nigdy nie zrozumiemy.

I tych siedemdziesięciu dwóch o których mówi nam Ewangelia. Jezus powołał siedemdziesięciu dwóch. Powołał ich, aby głosili Królestwo Boże na tym świecie. A pośród tych siedemdziesięciu dwóch powołał także Helenę i Anitę. Powołał je, aby przybyły do nas. Wysłane, aby przepowiadały Dobrą Nowinę dla całego świata.

Ktoś mógłby zapytać: „Czy potrzebujemy przepowiadania? Przecież wierzymy już w Jezusa”. Tak, drodzy bracia, musimy uznać, że skoro zostały posłane – i nie tylko przez Wolontariat – to przybyły do nas, aby przepowiadać nam życie, aby głosić nam Królestwo Boże. Przybyły, aby zwiastować nam Dobrą Nowinę. W sposób szczególny głosić ją we wspólnocie sióstr, głosić ją w naszej parafii. Chociaż niektórzy nie chcieli przyjąć tej Nowiny i woleli pozbawić życia tę naszą siostrę. Ona jednak pomimo wszystko, przekazała prawdę o zbawieniu. I dlatego jesteśmy tutaj, aby wyśpiewać nasze dziękczynienie.

Helena zaledwie kilka dni przebywała tutaj wśród nas, w Cochabamba. Cel jej pobytu był jasno określony: być apostołką, posłaną, aby głosić wśród nas Dobrą Nowinę. Młoda dziewczyna z całą swą młodzieńczą energią, aby przepowiadać nam radość Ewangelii, którą w dużym stopniu już zagubiliśmy. Jej życie było głoszeniem Życia w naszej parafii. Było głoszeniem zbawienia w naszej parafii. I czyniła to, pomimo, że została posłana pomiędzy wilki.

Bracia moi. Ta krew jest odkupieńczą, tak samo jak Eucharystia, którą celebrujemy. Wzywam was zatem – jesteśmy tutaj w licznych miejsc i reprezentujemy liczne instytucje Cochabamby – wszystkich nas tutaj obecnych wzywam, abyśmy uznali, że nasz Kościół i nasza wspólnota potrzebuje tych, którzy przepowiadają Życie. Potrzebujemy tych, którzy głoszą pokój. Potrzebujemy apostołów pokoju i odrzucamy przemoc.

Papież Franciszek na początku tego roku, 1 stycznia, mówił o tym w sposób klarowny: „Nie chcemy więcej przemocy. Nie dla przemocy. Pragniemy pokoju jako przestrzeni życia, jako formy naszego jestestwa. Polityką, która ma nas formować i wśród nas ma być wszechobecną, ma być pokój”.

Wielokrotnie w ciągu ubiegłego roku powtarzałem: „Nie dla femicidio (zabójstw kobiet). Odrzucamy femicidio”. Chciałbym, aby nasze rodziny były rodzinami, gdzie jest pokój. Głosimy pokój. Abyśmy mogli być dla siebie braćmi i wzajemnie uznawali się za braci. A czasami wydaje się, że im więcej o tym mówimy, to w jeszcze większym stopniu wzrasta przemoc.

Drodzy bracia i drogie siostry, jakże wiele potrzebujemy jeszcze przepowiadania nam zbawienia? Jeśli Helena przelała swą krew w naszej ziemi, to dokonało się to po to, abyśmy naprawdę – w stylu Tymoteusza i Tytusa – mogli budować i odbudowywać Królestwo Boże między nami. Abyśmy mieli odwagę głosić i budować pokój między nami.

I wzywam nas wszystkich do nawrócenia. Tych wszystkich, którzy są bierni, jak i tych aktywnych. Wzywam do nawrócenia morderców. Moje słowa kieruję do tych wszystkich, którzy sprawiają, że to miejsce jest niebezpieczne: abyśmy wszyscy zaświadczyli o Życiu, także poprzez śmierć Heleny. Niech Pan obdarzy nas pokojem, niech obdarzy nas swoją miłością i Życiem w Bogu, gdyż jest to Życie w zmartwychwstaniu.

Tłumaczył: o. Kasper Mariusz Kaproń OFM

za: http://pl.aleteia.org/2017/01/27/ta-krew-jest-odkupiencza-tak-samo-jak-eucharystia-ktora-celebrujemy-piekna-homilia-z-mszy-za-sp-helene/

*     *     *

Od ŚDM-u do życia ofiarowanego na misji.
Vatican Insider pisze o śp.
Helenie Kmieć

To była osoba, która nigdy nie opuściła okazji ku temu, aby nieść innym pomoc i czynić dobro.

Vatican Insider, 30 stycznia 2017 r.

Umrzeć w czasie pełnienia misji w wieku 25 lat, podczas gdy pragnie się ofiarować kilka miesięcy własnego życia służąc bliźnim. Oto bolesne oblicze męczeństwa, jakie przeżywa obecnie Kościół polski, w historii życia i śmierci Heleny Kmieć – dziewczyny zamordowanej w Boliwii podczas włamania do budynków ośrodka dla dzieci, gdzie zaledwie od dwóch tygodni pracowała jako wolontariuszka.

Zaledwie sześć miesięcy temu można było ją zobaczyć w Krakowie jako wolontariuszkę pełniącą posługę podczas Światowych Dni Młodzieży. Młodej, 25-letniej studentki, bardzo zaangażowanej w działalność grupy młodzieżowej ojców salwatorianów, nie mogło oczywiście zabraknąć na tym spotkaniu. W czasie czuwania na Campus Misericordiae na pewno słyszała słowa papieża Franciszka robiącego wymówki jej pokoleniu za pomocą obrazu „kanapa-szczęście” i wzięła siebie te słowa do serca.

Dobrze wiedziała, że nie można być młodym, a jednocześnie wygodnie leżeć na kanapie, zamykając oczy na świat. To właśnie wtedy w Krakowie spotkała siostry z Dębicy i usłyszała o prowadzonej przez nie ochronce w Cochabamba. Po powrocie do domu dojrzała w jej sercu idea: zakończyć studia z inżynierii chemicznej na Politechnice Śląskiej i wyjechać na kilka miesięcy, aby służyć dzieciom w Boliwii. Zresztą już wcześniej robiła coś podobnego w Rumunii, na Węgrzech i w Zambii.

Wyjechała 9 stycznia wraz z przyjaciółką, która tak jak ona należała do Salwatoriańskiego Wolontariatu Misyjnego. Miały pozostać w Boliwii do końca czerwca. Tymczasem nocą w ubiegły wtorek w ochronce sióstr w Cochabamba doszło do tragedii. To, co miało najprawdopodobniej być kradzieżą, zakończyło się morderstwem. Helena została wielokrotnie ugodzona nożem. Natychmiastowa pomoc okazała się nieskuteczna.

O. Adam Ziółkowski, duszpasterz odpowiedzialny za Wolontariat Misyjny Salvator, wspomina dzisiaj Helenę jako „osobę, która nigdy nie opuściła okazji ku temu, aby nieść innym pomoc i czynić dobro”. Jest to definicja, która pozwala lepiej spojrzeć na zjawisko, które wykracza ponad historię tej jednej polskiej dziewczyny.

Obecność młodych – czasami nawet przez krótki okres – stanowi być może jeden z najbardziej interesujących wymiarów współczesnej misji. Nie jest wcale czymś odosobnionym, aby obok księdza, siostry zakonnej lub świeckich, którzy poświęcili się całkowicie ewangelizacji i posłudze ubogim, spotkać na peryferiach świata jakiegoś dwudziestolatka, który przybył z daleka, być może tylko po to, aby w trochę inny sposób spędzić wakacje.

To obecności, które nie są improwizacjami: prawie zawsze młodzi mają za sobą pogłębioną formację i są związani ze zgromadzeniami misyjnymi, jak to było w przypadku Heleny. Jest to droga dogłębnego rozeznania powołania wybierana każdego roku z entuzjazmem przez młodych należących do pokolenia Erasmusa i lotów low-cost, młodych o wiele bardziej zaznajomionych ze światem niż jeszcze kilkanaście lat temu.

Zresztą także Dokument Przygotowawczy Synodu – który papież Franciszek zechciał poświęcić młodzieży – wskazuje, że „bezinteresowna posługa” jest uprzywilejowaną „formą” duszpasterstwa młodzieży. „Spotkanie z osobami, które doświadczają ubóstwa i odrzucenia – czytamy w opublikowanym niedawno dokumencie – może stanowić uprzywilejowaną okazję wzrostu duchowego i rozeznania powołania: także i w tym znaczeniu ubodzy są nauczycielami, co więcej przekazują Dobrą Nowinę, że słabość jest miejscem, w którym doświadcza się zbawienia”.

Wraz z tragiczną śmiercią Heleny Kmieć także ten rodzaj doświadczeń wpisuje się w martyrologium współczesnego Kościoła. Pamiętajmy, że czas jaki młodzi ofiarowują służąc światu jest bezcennym darem. Jest pójściem na całość.

Giorgio Bernardelli
Tłumaczenie: o. Kasper Kaproń OFM
Tekst ukazał się w serwisie Vatican Insider

za: http://pl.aleteia.org/2017/01/30/od-sdm-u-do-zycia-ofiarowanego-na-misji-vatican-insider-pisze-o-sp-helenie-kmiec/

© CRT 2012