Aktualności

31.10.2022

Zmarł Ojciec Ireneusz Andrzej Wawryszczuk OFM (1958 – 2022)


W niedzielę 30 października 2022 r. o godz. 6.55, w klasztorze w Koninie po ciężkiej chorobie odszedł do Pana śp. o. Ireneusz Wawryszczuk OFM. Przeżył 64 lata, jako kapłan 38 lat, w Zakonie 45 lat.

śp. o. Ireneusz Wawryszczuk OFM

Śp. o. Ireneusz Andrzej Stanisław Wawryszczuk OFM, s. Stanisława i Janiny zd. Wawrzusiszyn, urodził się 1 stycznia 1958 r. w Tarnoszynie (diecezja zamojsko – lubaczowska). Do Zakonu Braci Mniejszych wstąpił 27 sierpnia 1977 r. w Przemyślu, pierwszą profesję zakonną złożył 28 sierpnia 1978 r. w Przemyślu, profesję uroczystą 3 października 1982 r. w Krakowie. W latach 1978 - 1984 studiował filozofię i teologię w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk biskupa krakowskiego Albina Małysiaka w dniu 28 kwietnia 1984 r. w Krakowie. Pełnił posługę duszpasterską m.in. jako katecheta, wikariusz i proboszcz parafii, wicemagister Nowicjatu oraz ekonom, wikariusz i gwardian Wspólnoty w klasztorach: św. Kazimierza w Krakowie, Zakliczynie, Krakowie Azorach, Włocławku, Kętach, Koninie, Dzwono – Sierbowicach i Dursztynie. Od lipca 2017 r. należał do Wspólnoty w Koninie. Był autorem tekstu i muzyki do wielu piosenek kościelnych, m.in. znanych w Polsce: „Totus tuus”, „Zbudź się Franciszku” i „Za mało kochałem Cię, Panie”; był liderem kleryckiego zespołu „Brązowi” i autorem książek: „Zanim coś głupiego zrobisz”, „Miłość zaczyna się w Tobie” i „Miłość służąca prawdzie”.

W kościele parafialnym pw. św. Marii Magdaleny w Koninie w piątek 4 listopada br. po odmówionym Różańcu i Koronce do Miłosierdzia Bożego w intencji Zmarłego, Mszy św. pożegnalnej o godz. 13.00 przewodniczył sufragan włocławski JE ks. bp Stanisław Gębicki. Koncelebrowało 28 kapłanów diecezjalnych i zakonnych, m.in.: Minister Prowincjalny o. Jacek Koman OFM, definitor o. Krzysztof Bobak OFM, dziekan Dekanatu Konin I ks. kanonik Tomasz Michalski, gwardian miejscowej Wspólnoty o. Jeremiasz Szewczyński OFM oraz z Wyższego Seminarium Duchownego Misjonarzy Świętej Rodziny w Kazimierzu Biskupim, gdzie śp. o Ireneusz pełnił posługę ojca duchownego: rektor ks. Edmund Jan Michalski MSF, wicerektor ks. Tomasz Grabara i ojciec duchowny ks. Paweł Olszewski MSF.

Służbę liturgiczną ołtarza pełnili klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Misjonarzy Świętej Rodziny w Kazimierzu Biskupim, w ceremoniach pogrzebowych uczestniczyli licznie zgromadzeni wierni oraz Bracia i Siostry z konińskiego Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. Również o godz. 13.00 podczas Mszy św. w rodzinnej parafii Zmarłego w Tarnoszynie, księża z okolicznych parafii wraz z wiernymi łączyli się w modlitwie za śp. o. Ireneusza.

Homilię pogrzebową wygłosił o. Łukasz Buksa OFM.

Ks. bp Stanisław Gębicki odprawił obrzęd ostatniego pożegnania Zmarłego.

Ceremonie pogrzebowe (zgodnie z życzeniem Zmarłego i Jego rodziny) rozpoczęły się w sobotę 5 listopada o godz. 12.30 w naszym kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Kętach. Po odmówionym Różańcu w intencji Zmarłego, Mszy św. pogrzebowej o godz. 13.00 przewodniczył Minister Prowincjalny o. Jacek Koman OFM. Koncelebrowało 34 księży zakonnych i diecezjalnych, m.in.: definitorzy i byli Prowincjałowie: o. Marek Wach OFM i o. Nikodem Gdyk OFM; definitor i rektor Kolegium Serafickiego w Wieliczce o. Krzysztof Bobak OFM, definitor i wicerektor WSD o. Grzegorz Chomiuk OFM, moderator formacji ciągłej o. Alojzy Warot OFM, animator Prowincji ds. powołań o. Piotr Gądek OFM, gwardian Wspólnoty w Kętach o. Rajmund Wilk OFM i gwardian konwentu w Koninie o. Jeremiasz Szewczyński OFM; proboszcz parafii pw. św. Małgorzaty i św. Katarzyny w Kętach ks. Zbigniew Jurasz; proboszcz parafii rodzinnej Zmarłego w Tarnoszynie ks. Władysław Gudz oraz pełniący posługę duszpasterską na Ukrainie o. Roger Mularczyk OFM.

Homilię pogrzebową wygłosił o. Bernard Potępa OFM, jej tekst zamieszczony jest poniżej.

Służbę liturgiczną ołtarza pełnili nasi klerycy i nowicjusze. Asystował poczet sztandarowy Bractwa św. Jana Kantego w Kętach.

W ceremoniach pogrzebowych bardzo licznie uczestniczyli wierni z Kęt, Konina, Dzwono Sierbowic i Tarnoszyna, krewni śp. o. Ireneusza; Bracia niekapłani, postulanci, nowicjusze i klerycy z naszej Prowincji; Siostry Klaryski od Wieczystej Adoracji oraz Zmartwychwstanki z Kęt.

Po Eucharystii Minister Prowincjalny o. Jacek Koman OFM odczytał list kondolencyjny Wizytatora Generalnego Prowincji o. Sergiusza Bałdygi OFM.

W swoich mowach pożegnalnych gwardian konwentu w Koninie o. Jeremiasz Szewczyński OFM, gwardian Wspólnoty w Kętach o. Rajmund Wilk OFM i proboszcz parafii w Tarnoszynie ks. Władysław Gudz przedstawili postać śp. o. Ireneusza Wawryszczuka OFM oraz podziękowali kapłanom, braciom, siostrom zakonnym i przybyłym wiernym za modlitwę.

Obrzęd ostatniego pożegnania Zmarłego odprawił o. Jeremiasz Szewczyński OFM.

Po Mszy św. ciało śp. o. Ireneusza Wawryszczuka OFM zostało złożone w grobowcu franciszkańskim na cmentarzu parafialnym w Kętach.

W naszych modlitwach polecajmy Panu Bogu śp. o. Ireneusza.

R. I. P.

Kazanie pogrzebowe o. Bernarda Potępy OFM

Czcigodni Ojcze Prowincjale Jacku, Księże Dziekanie Józefie, Księże Proboszczu fary kęckiej. Na wasze ręce składam powitanie dla wszystkich tu obecnych kapłanów diecezjalnych.

Drodzy Współbracia w Zakonie św. Franciszka na czele z tutejszym gwardianem Rajmundem i gwardianem wspólnoty w Koninie Jeremiaszem oraz wszyscy Bracia z naszej prowincji zakonnej. Współbracia z innych zgromadzeń zakonnych, a mam na myśli Kapelanów Sióstr Klarysek i Sióstr Zmartwychwstanek! Kochane Siostry zakonne, Klaryski i Zmartwychwstanki!

Droga Agato! Kochana siostro śp. o. Andrzeja Ireneusza Wawryszczuka! Drogi jego bracie Zdzisławie ze swoją małżonką Dorotą i Synami! Krewni, Znajomi, Sąsiedzi i Przyjaciele! Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia!

Sądzę, że nie muszę Was przekonywać, iż obraz nieogarnionego i pełnego tajemnic kosmosu z rozgwieżdżonym firmamentem niebieskim jest wspaniałym i wymownym symbolem nieba. Tego nieba, które jest ludzkim przeznaczeniem. I chociaż niebo jest ostatecznym i najważniejszym celem naszych zmagań i trudów, celem naszego doczesnego życia, to jednak nie zawsze zajmuje właściwe miejsce w naszym życiu. By się o tym przekonać wystarczy zadać kilka pytań. Co chce człowiek osiągnąć? Jeżeli pytamy młodego człowieka to zazwyczaj odpowiada, że ukończyć szkołę, dobrze zdać egzaminy i dostać się na studia. I co dalej? Zdobyć dyplom i dostać dobrze płatną pracę. I co dalej? Dorobić się, zakochać i założyć rodzinę. I co dalej? Wychować dzieci i zabezpieczyć się na starość. I co dalej? Przejść na emeryturę oraz cieszyć się życiem i wnukami. I byłoby cudownie, gdyby nie to natrętne pytanie: I co dalej?

Czy chcemy czy nie odpowiedź jest jedna i oczywista. Dalej jest tylko śmierć. Mimo śmierci wciąż pozostaje pytanie: i co dalej? Ta ostatnia odpowiedź jest najważniejsza. Decyduje o całej wieczności. Zatem by wieczność osiągnąć najpierw trzeba poszukiwać prawdy, która nas kieruje ku ostatecznemu celowi życia i nadaje mu głęboki sens. A jeśli znamy prawdę, to wiemy w jakim kierunku zmierzać. Niestety w dzisiejszym świecie człowiek jest karmiony różnymi kłamstwami. Człowiek więc ulega też różnym manipulacjom i na pytanie: co dalej? odpowiada tylko w kategoriach doczesności.

Dlatego też trzeba się kierować w życiu ludzką roztropnością i Bożą mądrością, wiarą oraz miłością Boga i ludzi.

Dzisiaj żegnamy śp. Ojca Ireneusza Wawryszczuka, który swoją kapłańską posługą, głoszonym słowem inspirowanym Bożym Objawieniem i treścią nauk przy spowiedzi pokazywał jaki jest cel ludzkiego życia i co może nas zaprowadzić do nieba. Budował świadectwem swojej wiary, które wyrażał często w artystyczny sposób. Był bowiem z natury artystą, poetą i muzykiem, Miał duszę artystyczną. Kochał muzykę i śpiew. Tak to były niepowtarzalne wieczory we wspólnocie, kiedy wraz z o. Cezarym Chusteckim lub Januszem Kruczałą uruchamiali akordeony albo grał na gitarze z Romanem Góreckim i razem z nami śpiewaliśmy kolędy. Zawsze wzruszał zawierających sakrament małżeństwa, kiedy jako prezent dla nich zagrywał im na gitarze i śpiewał z ambony piosenkę o miłości. Kilka jego piosenek, jego autorstwa stało się religijnymi, ponadczasowymi szlagierami. Sam był autorem tekstów, muzyki i aranżacji: Totus Tuus i Nie bój się. Skomponował też muzykę do słów Marka Skwarnickiego – Za mało kochałem Cię Panie oraz Mariana Zielnika – Zbudź się Franciszku (Więc zbudź się zbudź, Franciszku nowy zbudź, przyjmiemy cię jak brata).

Jeszcze jako kleryk był liderem zespołu seminaryjnego Brązowi, który koncertował po całej Polsce. Jeździli nyską kierowana przez o. Krzysztofa Kustrę, a wśród członków byli o. Roger Mularczyk – dziś misjonarz na Ukrainie, o. Jacek Koman – aktualny prowincjał, o. Jerzy Kraj – misjonarz w Ziemi Świętej i śp. o. Maksymilian Wasilewski – kustosz św. Antoniego w Chełmie Lubelskim. Ich mentorem muzycznym ale i duchowym był znakomity muzyk i organista Zenek Kulik. Ci sami członkowie zespołu tworzyli chór zakonny i oprawę wokalną w sztuce Eliota Mord w Katedrze wystawianą w latach osiemdziesiątych przez zespół Starego Teatru na Wawelu.

Od początku kapłaństwa praca duszpasterska z młodzieżą i muzyka stały się jakby „znakiem rozpoznawczymPadre Ireneusza. Były to dla niego dwa swoiste światy: młodzież i muzyka, a muzyka ukochaną dziedziną do łączenia ludzi i bratania się z nimi. Dlatego też jako kapłan i duszpasterz zakładał młodzieżowe zespoły wokalno-instrumentalne. Towarzyszył młodzieży w rozwoju ich talentów muzycznych, zdobywaniu artystycznych umiejętności ale także w życiu duchowym. Były to: zespół młodzieżowy ze szkoły muzycznej w Krakowie, następnie do dziś istniejący Fraternitas na Azorach, San Damiano w Kętach czy też w Koninie. Najpierw występował z nimi z koncertem kolęd, uczestniczył w imprezach religijnych, zwłaszcza prymicjach młodszych kolegów. Był świetnym konferansjerem wydarzeń artystycznych. Na estradzie czuł się jak ryba w wodzie. Pamiętamy, że występował tu podczas festynów franciszkańskich w naszym ogrodzie w Kętach, ale też z koncertami kolęd, pastorałek i innych piosenek w ciągu roku w tym kościele. Organizował też misteria teatralne, zwłaszcza Jasełka Lucjana Rydla. Te na Azorach i w Kętach z podtekstami politycznymi cieszyły się ogromnym powodzeniem na przełomie przejścia od komunizmu do wolności. Będąc świadkiem prawdy nie bał się wtedy w kazaniach nazywać rzeczy po imieniu.

Osobiście podziwiałem go wraz z innymi szczególnie za trzy sprawy, które stanowią niezwykłą, niecodzienną wartość.

1. Za to, że wciąż miał w sobie Boży entuzjazm, olbrzymią, niespożytą energię i zapał. Poprę to przykładem. Otóż w całym okresie bożonarodzeniowym koncertował po różnych kościołach z młodzieżą aby uzbierać trochę grosza i by następnie wyjechać z nią podczas wakacji nad morze do San Remo lub Viareggio, a w okresie ferii zimowych do Cortiny d’Ampezzo albo Millstatt. To niektóre miejsca w których mógł się zatrzymać wraz z młodzieżą dzięki życzliwości tamtejszych gwardianów czy duszpasterzy i koncertować. Ale też w ciągu roku poświęcał sporo czasu na muzyczne próby. Miał dobry warsztat muzyczny. Cechowała go pasja artysty muzyka. I z tą pasją powielał płytki domowym sposobem aby mógł dzielić się nagranymi na nich z zespołem piosenkami, których często sam był autorem.

Nadto pisał i wydał książki: Zanim coś głupiego zrobisz, Miłość zaczyna się w Tobie, Miłość służąca prawdzie. A w te zarówno muzyczne i literackie dzieła wkładał zawsze swój talent,  umiejętności i serce.

2. Zawsze z pasją głosił Słowo Boże  Wygłosił daleko ponad 100 serii rekolekcji i misji. Z zaangażowaniem głosił także kazania, i nie tylko niedzielne i nie tylko w klasztorze. Często zastępował kapłanów w parafiach. Pomagał im w duszpasterstwie. Czasem pojawiały się w jego kazaniach jakieś kontrowersyjne treści. Łączył trudne tematy teologiczne i problemy ludzkie. Pobudzał w ten sposób słuchaczy do myślenia i dyskusji. A do tego miał bardzo charakterystyczne dla siebie powiedzonka, swoiste bon moty: np. dlaczego nie, jak tak… Świadczyły o jego inteligencji. Zwłaszcza te dosadniejsze, ale zarazem bardziej trafne powiedzenia i jego nauki w kazaniach – mówiąc językiem Ricoeura i Tischnera – dawały do myślenia.

3. Miał wielką cierpliwość do penitentów, zwłaszcza tych poranionych. Jeśli widział że potrzebują rozmowy zabierał ich do klasztornego ogrodu i tam godzinami rozmawiał i spowiadał. A ostatnio potrafił jechać kilkaset kilometrów bo miał tutaj osoby stale spowiadające się u niego i one wciąż go bardzo potrzebowały. Był dla swoich owieczek niczym Boży terapeuta. Przywracał radość w sercu i uśmiech na twarzy. A przede wszystkim otwierał ich na Boże Miłosierdzie. Obok Różańca, z którym wędrował po ogrodzie, pielęgnował nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia. Dlatego ufam, że Bóg okaże mu Swoje miłosierdzie. A Matka Najświętsza, której czcicielem był zawsze, a w przygotowaniach do koronacji Jej Cudownego Obrazu Zwiastowania w Kazimierzu szczególnie, przyjmie go do nieba pod swój płaszcz macierzyńskiej opieki.

Piękne świadectwa o śp. Ireneuszu pojawiły się na portalach internetowych, na FB. Przywołam tylko jedno z nich: Ojciec był moim kierownikiem duchowym. Taki kawal drogi do  nas przyjeżdżał. Nie wątpię w to, że już jest w objęciach Najwyższego.  Zresztą taki piękny  czas... Ufam, że  Maryja, którą bardzo kochał, zaprowadzi Go prosto do nieba. Przeważnie, jak czekał na mnie w ogrodzie u Ojców, to z różańcem w ręku. Siostra Marcela.

Marek Zacny, szef firmy, która za moich czasów wykonała niemal wszystkie prace remontowe w klasztorze i kościele przekazał proste i piękne świadectwo o naszym zmarłym Bracie. O Ireneusz zawsze wyszedł do pracowników i zawsze zagadał, miał dla nas życzliwe i pogodne słowo. Prawda, bo Irek lgnął do ludzi, a oni do niego. Dlatego dziś nie dziwi na pogrzebie obecność tak wielu Kęczan, którzy go jeszcze pamiętają.

Ireneusz był duchem niespokojnym, niecierpliwym. Czasem spierał się, także z przełożonymi. Potrafił wygarnąć co go boli. Był oryginalny i niepowtarzalny. Spierał się o jakieś dobro, np. z naszym mistrzem Jankiem Kuźmą o sposób wykonania jakiejś pieśni. Bardzo wrażliwy jako artysta. Cierpiał kiedy nie był rozumiany. Ale też cenił tych, którzy go rozumieli i wspierali. Ci którzy go znali wiedzieli, że miał swój osobisty krzyż, który dźwigał, a który go czasem mocno sponiewierał. Zmagał się z różnymi trudnościami. Przez ostatnie 5 lat, kiedy odeszliśmy z Kęt, a byliśmy tutaj razem przez 9 lat, jak tylko były trudne chwile i brak zrozumienia dzwonił do mnie by o nich pogadać. Ireneusz był interesującym rozmówcą. Zazwyczaj poruszał porywające tematy w teologii, nowości w Kościele, dotykał aktualnych niepokoi. Podzielaliśmy obaj podziw dla dwóch wybitnych myślicieli i kaznodziejów: ks. prof. Józefa Tischnera i ks. Piotra Pawlukiewicza. Bardzo często cytował ich w swoich kazaniach, a zwłaszcza ks. Piotra, który był dwa lata młodszy od niego, a już minęło dwa lata jak odszedł do Pana.

Wierny przyjaźniom, także wobec kapłanów diecezjalnych. Przywołam ks. Pawła Łukaszkę, proboszcza z Korzkwi, znakomitego bramkarza, hokeistę i kęczanina ks. Jacka Hałata, proboszcza w Rzozowie, ks. Marka Łaszczyńskiego z Małych Kóz i ks. Adama, proboszcza w Lasie. Wspomnę tu szczególnie ks. Grzegorza Thena do niedawna proboszcza ze Starej Wsi. Podczas piętnastoletniego pobytu w Kętach był swego rodzaju – myśmy tak mówili - nieformalnym wikarym w jego parafii. Grzegorz mógł liczyć na niego, choćby zastępstwa, spowiedzi, kazania, rekolekcje, zaś o. Ireneusz na jego przyjaźń i pomoc.

Spotkali się w jego byłej, rodzinnej parafii w Chełmku, gdzie Grzegorz był wikariuszem., a Ireneusz jeszcze klerykiem. Zwłaszcza od jego prymicji, które były w 1984 roku, a na których ks. Grzegorz głosił kazanie, Ireneusz bardzo go cenił.  Mówię o tym, bo Ireneusz zawsze mówił o nim i innych kapłanach z szacunkiem i ogromną życzliwością. Podobnie jak o cudownych siostrach Klaryskach i Zmartwychwstankach oraz o wielu osobach świeckich, dla których zawsze miał czas na rozmowę, na spowiedź, i serce aby je po ludzku rozumieć i w sensie duchowym wspomagać. 

O. Józef Kiełbasa, też kolega Zmarłego z seminarium opowiadał ostatnio, że podczas rekolekcji w Dursztynie, które odbywał pod koniec czerwca Ireneusz wspominając jego prymicje zauważył żartobliwie, że ty mi dotychczas za nie - nie podziękowałeś. Zatem o. Józef na każdym posiłku powtarzał podziękowanie dla swego seminaryjnego kolegi za niepowtarzalny klimat muzycznej oprawy prymicji. Przy kolejnym podziękowaniu Irek mówi: weź już nie zawstydzaj mnie, wystarczy. Wystarczyła mu świadomość, że ktoś jest świadom jego trudu i docenia jego pasję i zaangażowanie. Dziś i ja dołączam się do tego podziękowania wraz z obecnymi tu kapłanami, bo też występował z zespołem Fraternitas z krakowskich Azorów na naszych prymicjach. I zaznaczę, że członkiem tegoż zespołu obok Doroty, Ani, Marcina, Adasia, Jacka i Tomka był obecny dziś z nami współbrat o. Ariel Krzywda.

Napisałem do niego list przed uroczystością św. Franciszka. Ireneuszu Kochany Bracie! Wiem, że przechodzisz teraz Drogę Krzyżową, a na niej jesteś zapewne bliżej Pana Boga niż kiedykolwiek. Nie ma kontaktu z Tobą ale może Siostra przeczyta Ci to co piszę. Sam wielu ludziom pomagałeś w takiej sytuacji i byłeś przez nich ceniony. Wiele tez osób z Kęt pyta o Ciebie i również się modli. Ja pamiętam tylko te piękne  i dobre wydarzenia i sprawy, które nam było dane przeżywać wspólnie. Te trudne zawierzam Panu Bogu. Ty tak mądrze mówiłeś, że zanim my zdążymy przebaczyć i się zrozumieć, Pan Bóg już dawno to uczynił. Dziękuję też Bogu, że Cię spotkałem na drodze mojego życia. Dziękuję Ci za wszystkie te ciepłe słowa, które wypowiadałeś po tym jak się rozstaliśmy w Kętach ponad 5 lat temu. A moja Mama wciąż pyta o Ciebie i wciąż Cię miło wspomina i z czasów kleryckich, i z moich prymicji, i z czasów zakliczyńskich i kęckich. Irek zapraszam do Kazimierza na odpoczynek jak Bóg pozwoli po chorobie i na koncert z zespołem, koniecznie. 

Agata przeczytała mu list i napisała; Przeczytałam Ireneuszowi wiadomość od Ojca. Po jego oczach widać było, że On też dziękuje Bogu, że dane Wam było się SPOTKAĆ. Wierzę że jeszcze kiedyś sam to Ojcu powie. Bóg zapłać. A ja dopowiem, że jako uczeń Tischnera cenił każde spotkanie z człowiekiem. Choć czasami te spotkania nie były łatwe.

Agatko, bo tak mówił do Ciebie Twój kochany brat, który był też Twoim przyjacielem i najbliższą osobą, dziękuję Ci za to, że się nim nadzwyczajnie zaopiekowałaś niczym Anioł Stróż w obliczu nadchodzącej śmierci i czuwałaś przy nim dzień i noc, dając zarazem piękne, wzruszające  świadectwo miłości siostrzanej.

Śp. O. Ireneusz swoje pielgrzymowanie na tej Ziemi zakończył w  Koninie 30 października tego roku, a rozpoczął 1 stycznia 1958 roku w Tarnoszynie i tam był ochrzczony w święto Trzech Króli. W międzyczasie ogromna ilość wydarzeń o których nie sposób w kazaniu. Po maturze ku zaskoczeniu wszystkich wstąpił do seminarium. Tylko rodzice nie byli zaskoczeni gdyż już pod koniec szkoły podstawowej oznajmił Im, że chce zostać duchownym niosącym POMOC i RADOŚĆ w stylu św. Franciszka Po skończeniu studiów teologicznych w Instytucie Misjonarzy w Krakowie i magisterium były święcenia kapłańskie w 1984 roku, a potem posługa w wielu naszych klasztorach i parafiach.

Kolejno katecheta w szkole muzycznej w Krakowie, wicemagister nowicjatu w Zakliczynie, często katecheta, duszpasterz dzieci i młodzieży, wikariusz domu i parafii: Kraków-Azory, Włocławek, Kęty, Konin, Dzwono-Sierbowice (tu przez 10 lat był gwardianem i proboszczem), Dursztyn oraz ponownie Kęty i Konin. Przewodnik pielgrzymek tych pieszych z Krakowa do Częstochowy i tych zagranicznych do centrów duchowych w Europie. Odszedł do Pana w wieku 64 lat w niedzielę rano tuż przed godz. 7.00.

To właśnie o tej porze tutaj w Kętach sprawował Mszę św. niedzielną, zwłaszcza wtedy, kiedy miał kazania. A dzisiaj I sobota miesiąca. Jego pogrzeb ma miejsce w czasie odprawianego w Kętach od wielu lat nabożeństwa, które nawiązuje do Godziny Łaski z uroczystości Niepokalanego Poczęcia NMP gdyż pod takim wezwaniem jest ten kościół. 

Ireneusz odszedł  spokojny, cicho i pokornie, nie narzekając i właściwie o nic już nie prosząc. Mając dwóch wielkich patronów męczenników św. Andrzeja Apostoła, i św. Ireneusza, biskupa, ojca i doktora Kościoła, wierzymy, że przeszedł przez czyściec swojej okrutnie ciężkiej choroby i że była ona łaską pokuty za grzechy na drodze do nieba. Spocznie na cmentarzu w Kętach bo tu przepracował najdłużej, 15 lat z 38 lat kapłaństwa, nieopodal swoich Rodziców Janiny i Stanisława. Wielu osobom przesłałem informację o jego śmierci i pogrzebie. Dzisiaj tak wiele osób przyszło na jego pożegnanie. Wszystkim za ich obecność, modlitwę, Komunie św., za uczynki chrześcijańskiej miłości i miłosierdzia w intencji o. Ireneusza sp. wyrażam serdeczne podziękowanie. A ponieważ Irek bardzo lubił historie z życia wzięte ale też anegdoty i dykteryjki, i choć rzadko je cytował, to jednak przywołam jedną autorstwa Bruno Ferrero. Niech będzie przesłaniem dla nas od niego, jako kapłana i kaznodziei.

Pewien mistrz murarski pracował wiele lat w wielkim zakładzie budowlanym. Kiedyś od prezesa firmy otrzymał interesujące zamówienie na wybudowanie willi według własnego projektu i uznania. Mógł wybrać najpiękniejsze miejsce i nie liczyć się z kosztami. Prace rozpoczął natychmiast. Ale wykorzystując jednak pokładane w nim bezgraniczne zaufanie, jakim go obdarzono, pomyślał sobie, że może użyć starych surowców z odzysku oraz zatrudnić mniej wykwalifikowanych robotników, aby w sposób nieuczciwy zagarnąć dla siebie jeszcze większą kwotę pieniędzy. I tak to w krótkim czasie wybudował zamówioną willę, ale jej jakość niestety daleka była od tego, co mógłby zrobić gdyby był uczciwy, solidny i rzetelny.

Kiedy dom został ukończony, w czasie wydanego na tę okoliczności przyjęcia, wręczył swojemu prezesowi klucze do posiadłości. Prezes jednak zwrócił mu je natychmiast i z uśmiechem powiedział: "Ten dom jest naszym podziękowaniem dla ciebie za Twoją długoletnią i rzetelną pracę. Niech będzie wyrazem naszego uznania i szacunku dla ciebie i twojej pracy.” Autor tego opowiadania Bruno Ferrero dodaje na zakończenie: „Twoje dni są cegłami, z których budujesz dom swojej wieczności.

Dziś żegnając o. Ireneusza w dniu jego pogrzebu oraz w kontekście niedawnej uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego warto zadać sobie pytanie: "A jaki dom ja sobie buduję na całą wieczność?" Odpowiedź jest konieczna aby kiedyś nie było już za późno. Dziś Pan Bóg daje nam jeszcze niepowtarzalną szansę na zawsze potrzebną jego korektę lub nawet remont.

Jaki dom na wieczność budował padre Ireneusz wie tylko on sam i Bóg. A ponieważ tak jak każdy z nas nosił w sobie kruchość i grzeszność kondycji ludzkiej dlatego wyprośmy u Boga miłosierdzie dla niego.

Was wszystkich zatem proszę i zachęcam do jednoczenia się ze śp. o. Ireneuszem Andrzejem w Bogu w modlitwie i przez modlitwę. Do ofiarowywania w Jego intencji Mszy św. i Komunii św. Do życzliwej, wdzięcznej i modlitewnej pamięci o Nim. Do modlitwy za śp. o. Ireneusza. Dobry Jezu a nasz Panie. Daj mu wieczne spoczywanie, po wiek wieków. Amen

© CRT 2012